Nowa era kontroli w rolnictwie
Minister rolnictwa Stefan Krajewski zaprezentował niedawno projekt „aktywnego rolnika”, który wymagałby od 60 tysięcy producentów udowodnienia rzeczywistej działalności rolniczej. W grę wchodzi niebagatelne 5% spośród 1,2 miliona gospodarstw – i choć brzmi to jak delikatny retusz statystyczny, nikt nie zamierza się obejść bez papierowego potwierdzenia pola czy krowy.
Co stoi za pomysłem?
Celem nowej ustawy jest zwiększenie transparentności przy wypłacie dopłat unijnych. Minister Krajewski przekonuje, że dzięki weryfikacji zyskamy pewność, iż wsparcie trafia do rzeczywistych rolników, a nie do właścicieli nieruchomości czy spadkobierców z tytułem, lecz bez plugu. Ma to poprawić wydatkowanie środków i zapobiegać nadużyciom.
Reakcje z pola
Na razie komentarze napływają równie szybko, co wpisy w mediach społecznościowych. Część rolników przyjmuje zmiany z optymizmem – w końcu uczciwi producenci nie muszą obawiać się nadmiernej biurokracji. Inni jednak już ostrzą pióra i kalkulują, ile nowych dokumentów będą musieli dostarczyć do oddziałów ARiMR.
Plusy i minusy
Pozytywnie można ocenić zaciśnięcie fiskalnej kontroli i wzmocnienie uczciwej konkurencji. Z drugiej strony, niektórzy eksperci zwracają uwagę na ryzyko zwiększenia kosztów administracyjnych i przeciążenie urzędników. Ironia losu polega na tym, że walka z biurokracją może właśnie zatrzymać ją w jeszcze większych obrotach.
Co dalej?
Projekt jest na etapie konsultacji i czeka na zielone światło w sejmowych ławach. Minister Krajewski obiecał, że rozporządzenia zostaną przygotowane bez zbędnych opóźnień. Rolnicy tymczasem planują pikietę, szkolą się z wypełniania formularzy i odliczają dni do oficjalnego startu nowych regulacji.
Źródło: Money.pl – Link do oryginału



