W obliczu dynamicznych zmian na arenie międzynarodowej Europa wciąż pozostaje wierna sojuszniczym zapewnieniom płynącym zza Atlantyku. Z perspektywy niemieckiego dziennika „Tagesspiegel” jedynym skutecznym parasolem jądrowym okazuje się amerykańska broń atomowa. Choć Paryż i Londyn chętnie lansują własne zdolności odwetowe, w odczuciu Moskwy nie stanowią one rzeczywistego zagrożenia.
Amerykańska gwarancja bezpieczeństwa
USA budują wizerunek niezawodnego opiekuna strefy euroatlantyckiej. Francuskie i brytyjskie pociski jądrowe, mimo zaangażowania technologicznego i finansowego, zdają się być w cieniu „wielkiej braterskiej” Marynarki Wojennej USA i strategicznych bombardowań. Z punktu widzenia Kremla, kluczową rolę odgrywa przede wszystkim Waszyngton.
Francuska niezależność — mit czy rzeczywistość?
Parlamentarzyści w Paryżu niezmiennie chwalą się majestatycznym Force de Frappe, jednak w praktyce to amerykańskie okręty podwodne i lądowe centra dowodzenia stanowią najbardziej przekonującą przystawkę odstraszania. Choć Emmanuel Macron regularnie przypomina o „europejskich zdolnościach”, reżim w Moskwie patrzy głównie na Washington.
Irlandzko-brytyjska perspektywa
W Londynie wizja „niepodległego odstraszania” oparta jest na systemie Trident. Jednak nawet najbardziej zaawansowane rakiety balistyczne nie wywołują u Moskwy takiego niepokoju jak amerykańskie głowice. Owszem, brytyjski minister obrony podkreśla niezależność, ale szeptali sami dyplomaci: prawdziwa potęga jądrowa mieszka w Stanach Zjednoczonych.
Wnioski z „Tagesspiegel”
Pomimo coraz silniejszych ambicji obronnych Francji i Wielkiej Brytanii, realny ciężar odstraszania spoczywa nadal na Stanach Zjednoczonych. Europa, aspirująca do roli globalnego gracza, musi pogodzić się z tym, że atomowy parasol zza oceanu pozostanie kluczowym gwarantem spokoju, przynajmniej w przewidywalnej przyszłości.
Źródło: Money.pl – Link do oryginału



